Dzieje nadrzecznych miast – wycieczka na Kujawy

 

 

       Jak wszystko w ostatnich miesiącach, również plany naszego Uniwersytetu Trzeciego Wieku podporządkowane zostały rygorom pandemii. Z kilku zamierzonych wycieczek udało się zrealizować jedną – na Kujawy, do czterech miast: Bydgoszczy, Torunia, Chełma i Ciechocinka (11 ÷ 14 sierpnia). Choć wybór szlaku nie należał do szczególnie popularnych, to okazał się interesujący. Miasta łączy położenie nadrzeczne (lub okołorzeczne), co w dużej mierze zaważyło o ich rozwoju i dziejach.

       Wycieczkę zaczęliśmy od Bydgoszczy – miasta nad Brdą (dopływem Noteci kierującej swe wody na zachód do Odry). Pozostałe miasta związane są z Wisłą płynącą na północ prosto do morza rzeki od najdawniejszych czasów pełniły rolę szlaków handlowych lub też naturalnych granic terytorialnych (zamki, twierdze).

       Z panią przewodniczką (ze Świecia/nad Wisłą) spotkaliśmy się nad kanałem Brdy w Bydgoszczy na wyspie młyńskiej, by na wstępie dowiedzieć się, że miasto założył Król polski w 1346 r. ze słuszną nadzieją na szybki rozwój handlu (transport rzeczny), rzemiosła i całej infrastruktury gospodarczej. Dziś oglądamy pięknie zrewitalizowane spichlerze, młyny, kamienice kupieckie (na ich najwyższych piętrach mieściły się suszarnie zboża). Tu też dziś mieści się muzeum pieniądza, bo bogacący się kupcy w nich przechowywali swoje zasoby finansowe. Wzdłuż rzeki swoim urokiem błyszczą ciasno zabudowane piękne odnowione dawne kamieniczki zamożnego mieszczaństwa. To miejsce dziś nazywają Bydgoską Wenecją. W pobliżu dumnie przygląda się im z pomnika założyciel miasta Kazimierz III Wielki.

       Na rozległym starym rynku zachowała się jezuicka szkoła średnia i okazały ratusz. Zasługi dla oświaty mieli też bernardyni (opracowali pierwszy słownik polsko-łaciński). Najokazalszy gmach przy rynku to katedra pw. śś. Marcina i Mikołaja słynąca z rzeźby Matki Boskiej z różą. Płytę rynku zdobi ciekawy znak – tu przebiega 18. południk. Ślad po zamożności miasta stanowi budynek hotelu „Pod Orłem”. Miasto robi duże wrażenie, tylko z powodu widocznej troski o pamięć o przeszłość, ale też umiejętne i trafne połączenie jej ze współczesnością (Opera Nowa).

       Wieczorem pierwszego dnia wycieczki dotarliśmy do hotelu w Toruniu, gdzie była nasza stała baza. Cały kolejny dzień poświęciliśmy na zwiedzanie tego największego w regionie miasta. Jego zwiedzanie rozpoczęliśmy od przywitania z rzeką – Wisłą naturalnie. Bo to ona zdecydowała o lokalizacji miasta, zbudowaniu zamku, jego struktury obronnej. Bo położenie było strategiczne, a znaczną rolę odegrał most na Wiśle. Lokacja miasta miała miejsce w XIII w. i dokonali jej krzyżacy. Król Polski w konkurencji kazał zbudować zamek po drugiej stronie Rzeki w Nieszawie (dziś tam jest profesjonalna przeprawa promowa), ale ta część nadwiślańska nigdy się nie rozwinęła.

       Krzyżacy sprawnie otoczyli niezbyt duży nadwiślański teren murami obronnymi, wybudowali bramy wyjazdowe, 3. wieże (to jedna z nich nazwana jest Krzywą). Na niezbyt dużej przestrzeni gęsto i ciasno zbudowano kamienice kupieckie łączące funkcje mieszkalne i rzemieślnicze lub kupieckie suszarnie (suszarnie zbóż). Dziś starówka jest starannie odnowiona i tętni jak dawniej handlem. Średniowiecze zostawiło też wiele kościołów (katedra św. Janów, Kościół pofranciszkański), ze względu na liczne wojny i zmiany polityczne ucierpiały też kościoły zatracając często swój pierwotny wystrój i styl. Zmieniali się też właściciele – walczyły bowiem ze sobą także zgromadzenia zakonne.

       Współczesny Toruń kojarzymy dzisiaj z pamiątkami po Koperniku, to jego pomnik stoi w centrum miasta przy ratuszu. Związki uczonego z Toruniem są dosyć zawiłe (także ustalenie domu ojca, bogatego kupca – obecnie dom jest dostępny dla zwiedzających), również dlatego, że do XVII w. Kościół był niechętny popularyzacji wiedzy o poglądach Kopernika (nie tylko astronoma, ale i lekarza ekonomisty).

       Pod koniec zwiedzania obejrzeliśmy jeszcze ruiny pokrzyżackiego zamku zburzonego w XV w. i nigdy nieodbudowanego. W czasach zaborów Toruń znalazł się w zaborze pruskim i dopiero do Polski wrócił po I wojnie światowej. Znaczącą rolę jego historia (założyciel!) odegrała w uchronieniu od zbombardowania po II wojnie – Niemcy nie zburzyli.

       My Toruń pożegnaliśmy oczywiście nad Wisłą na bulwarze filadelfijskim mając w zasięgu wzroku 2 znaczące osty i oglądając pomnik flisaka.

       Trzeciego dnia naszego zwiedzania przenieśliśmy się do niewielkiego trochę zapomnianego miasteczka również pamiętającego czasy średniowiecza. To Chełmno (w nazewnictwie historycznym znana była ziemia chełmińsko-dobrzyńska, a Chełmno uważane było za jej stolicę). Zbudowali je krzyżacy w XIII w. na prawym brzegu Wisły, otoczyli murami i licznymi basztami(część zachowała się).

       Rozległy rynek zdobi późnorenesansowy, staranie odbudowany ratusz. Rynek i przylegające uliczki otaczają starannie utrzymane ulice. Rezydujące tu dawniej w klasztorze cysterki założyły i prowadziły dom opieki i szkołę dla dziewcząt. Później siostry miłosierdzia założyły szpital (istniejący do dzisiaj). W zabudowie miasta wyróżnia się potężny gotycki kościół franciszkanów.

       Chełmno nie realizowało nigdy swojej ambicji, ale jest na tyle urokliwe, że warto je odwiedzić, choć Wisła trochę od niego odsunęła się i zobaczyliśmy ją dopiero kilka kilometrów dalej w Świeciu/n. Wisłą gdzie zawiozła nas jeszcze p. Beata nasza przewodniczka, by pokazać zamek, co miał powstać w Chełmnie, ale jego losy potoczyły się inaczej (dziś ma być odbudowywany – choć nie jest to pewne). Ale ważniejsze było pożegnanie z Wisłą, którą zobaczyliśmy jeszcze ze wzgórza – dziką meandrującą wśród zieleni łąk – widok niezapomniany.

       Swoistym „deserem” w naszej wycieczce był kilkugodzinny spacer po nieodległym Ciechocinku, jednego z najbardziej popularnych uzdrowisk w Polsce, znanego od XIX w. z tężni łazienek solankowych. Co roku z jego bazy sanatoryjnej korzysta około 10. tys. kuracjuszy. Poza sanatoriami rozwinięta jest tu baza turystyczna, wypoczynkowa i rozrywkowa – pijalnia wody Krystyna, teatr, amfiteatr, no i przede wszystkim parki z dywanami kwiatowymi, fontannami, oświetleniem. Dla ducha są dwie świątynie – kościół katolicki i cerkiew, jeszcze carska, dziś garnizonowa. Pewną atrakcję stanowi też pałacyk prezydencki (jeszcze przedwojenny). Spacerkiem po „deptaku w Ciechocinku” zakończyliśmy naszą wycieczkę.

       Myślę, że pozostawiła ona sporo wrażeń, wiedzy i przemyśleń, że była pożyteczną lekcją historii – o trwałości, ale i przemijalności dziejów. A Wisła niech zostanie hasłem wywoławczym o tych kilku dniach wycieczkowych.

       Pamiętajmy też, że ta wyprawa w tych trudnych czasach odbyła się dzięki pracy przygotowawczej naszej niezmordowanej i niezawodnej koleżanki Lidki Nazaruk – ogromne podziękowania.

Autor: mgr Antonina SKORUK

Foto-galeria: Irena SIDORUK

W żółtych płomieniach liści

„W żółtych płomieniach liści” – jesienna wycieczka do Białowieży.

 

       Po co hajnowianie jadą na wycieczkę do Białowieży, przecież znają ją dobrze. Tak może pomyśleć wiele osób. Ale nasz Uniwersytet od lat przełamuje ten schemat i jeździ do pobliskich, pozornie znanych, miejscowości i

Czytaj więcej: W żółtych płomieniach liści

Jeszcze raz Bałkany ...

 

Jeszcze raz Bałkany – tradycyjna wrześniowa wycieczka tym razem do Czarnogóry.

 

        Ciągnie nas na Południe – to kolejna wakacyjna wycieczka seniorów w tym kierunku. Czarnogóra to mały kraj na Bałkanach między Bośnią i Hercegowiną a Albanią, od 2006 r. oddzielony od Serbii, wielkość jednego polskiego województwa zamieszkały przez nieco ponad 600 tys. ludności. Przyciąga turystów niezwykłą urodą krajobrazu, historią, kulturą (góry, morze – 290 km wybrzeża Adriatyku, góry do 2500 m, bogactwo przyrodnicze).

Czytaj więcej: Jeszcze raz Bałkany ...